Do zobaczenia

Nowy rok przynosi nowe zmiany. Nie chcę tłumaczyć dlaczego. To miejsce spełniło dla mnie swoją funkcję. Jestem na etapie, kiedy zostawiam wiele za sobą. W tym dużo złych, niepotrzebnych emocji. Myślę, iż tyle słowa wyjaśnienia wystarczy.

Pozwolę sobie zaprosić Was w nowe miejsce, moje wypieszczone i przyjazne bloggerom:

www.jezynowapolana.pl

Wiosna nadchodzi

Przemija szarość wielkopostna,
Budzi się ziemia letargiczna.
Połowa marca. Idzie wiosna,
Nie tylko już astronomiczna.

Leopold Staff „Przedwiośnie”

 

Kolejny miesiąc mnie tutaj nie było. Nie będę pisać dlaczego. Udało mi się jednak zrozumieć oraz zmienić bieg wielu spraw. Najzabawniejsze jest, że goniąc za czymś bliżej nieosiągalnym, nie zauważyłam jak to, co ważne jest blisko mnie. Wspominam przeszłość, ale się z nią pogodziłam. Uśmiecham się do niej, a innych rzeczy nie rozpamiętuję. Teraźniejszość mnie wita.

Krótki pobyt z mamą na onkologii w Krakowie, wrył mi się w pamięć. Historie, od których chce się uciec, ale ciągle są w głowie. Spojrzenia pozbawione nadziei, uśmiechy przez łzy. Stary gmach skrywający dramatyczne historie. To jednak na kolejne miesiące jest za mną.

Dzisiaj się liczy, a teraz czekam już na wiosnę. 🙂

(to oczywiście jeszcze nietegoroczne zdjęcia)

2016-02-22b

2016-02-22

Czy wierzysz w siebie?

Był piękny, sierpniowy wieczór ubiegłego roku. W powietrzu unosił się zapach świeżo skoszonej łąki i pojawiły się pierwsze, otulające cały świat mgły. W pobliskim lesie coś skrzeczało tak głośno, że ptaki pomilkły w krzewach. Chwilę później zapadła jednak relaksująca cisza. Idąc przed siebie polną drogą, gdzieś z tyłu słyszałam perlisty śmiech mojego syna…

2015-10-31-2

To był pierwszy raz, kiedy zaczęłam zastanawiać się, gdzie popełniłam błąd. Nareszcie głaskał mnie spokój, a uczucie wszechobecnego napięcia zniknęło.Ja – kochająca podróże – ale także lubiąca pracę z ludźmi i podejmowanie nowych wyzwań, po raz pierwszy chciałam się zaszyć w ten wieczór i już nie wracać. Nigdzie nie jechać. Głęboko wierzę, że trzeba zaufać swojej intuicji. Ale to był pierwszy sygnał ostrzegawczy, który jednak zbagatelizowałam.

Powoli zapadał mrok i robiło się chłodniej. Nie przeszkadzało mi to, mogłabym się wtulić w wilgotne trawy i nie iść już nigdzie. Zostać tam, zasnąć w zapachu ziół i sierpniowej nocy. Bez poganiania, pretensji, presji. Znów by było jak dawno temu, kiedy za ostatnie pieniądze wsiadaliśmy w samochód i jechaliśmy przed siebie. Znów mogłabym być sobą.

2016-01-22

Patrzyłam na piękny księżyc, który pojawił się nad lasem. Zostać tam jeszcze minutę, jeszcze kilka sekund. Wiedziałam, że po powrocie do domu powinnam coś zmienić. Byłam to winna mojemu synowi, mojej rodzinie i przede wszystkim mnie samej. Księżyc patrzył na mnie z wyrzutem. Dokąd odeszłaś moja piękna, co z tobą stało się? – jak śpiewała Bartosiewicz.

Nie wiem – przeprosiłam bezgłośnie księżyc. Do tej pory myślałam, że robiłam wszystko najlepiej jak potrafię. Poza tym najtrudniej przyznać się przed sobą do błędu. Księżyc patrzył na mnie tak, jakby wszystko wiedział. Nic nie musiałam mu już tłumaczyć.

2015-01-22-b

Niestety, po powrocie do domu i do pracy nie wyciągnęłam nauczki z tej lekcji. Nie stanęłam i nie zastanowiłam się. Cała energia, którą odzyskałam podczas wyjazdu, wypaliła się w przeciągu kilku dni. Dałam sobie wmówić, że to jest w porządku i takie relacje w pracy są normalne. Dzień za dniem traciłam czas na bezproduktywnej robocie, zderzając się ze ścianą niezrozumienia, bez określonych celów i wytycznych.

Dzisiaj odzyskuję wewnętrzny spokój. Czerpię z mądrości i uwag ludzi, którzy potrafią ze mną mądrze współpracować. Rozmawiają, ale nie podnoszą głosu. Szanują mnie, moją pracę i mój czas. Dzisiaj wiem, że powinnam była dawno temu odpuścić to wszystko. Po pierwszej sytuacji, po której się czułam źle. Jednak wygrała wiara, że przecież dam sobie radę i wrodzona odpowiedzialność za wszystko. Otóż nie – nie jestem odpowiedzialna za wszystko i nikt nie ma prawa tego wymagać.

2016-01-22c

Konsekwencje? Uczę się na nowo wysypiać bez stresu, organizować czas, posiłki oraz odpoczynek. Spędzam czas z dzieckiem i mogę wyjść na spacer, kiedy jest ładna pogoda. Wiem, że mam prawo być chora, mogę poprosić o więcej czasu czy w razie wątpliwości dopytać o coś bez ściśniętego żołądka. Jeżeli się pomylę, to poprawiam swój błąd. Nikt za to nie wyżywa się na mnie. Nie muszę się martwić o mój budżet, bo ktoś mi powie, że nie ma dla mnie pieniędzy. I tym bardziej przestałam się czuć winna… Wszystkiemu.

Na początku tamtego roku, byłam pełna optymizmu, że oto nowy start, nowe wyzwania itp. Przez rok zdążyłam się wypalić. Miałam ogromne szczęście, że otaczają mnie dobrzy ludzie. Niektórych znam bardzo krótko, ale już przekazali mi wiele mądrych rad. Nie dam rady Was wszystkich wymienić, ale dwie Agaty, Ania, Hirek, Jurek, Karolina, Krystian, Michalina, Olga, Robert czy Rajmund. Nawet, jeżeli kogoś pominęłam, to myślę, że nikt się nie pogniewa. O swoim mężu nie piszę, bo to oczywistość. Bez niego bym się nie podniosła po tym wszystkim. On wie, ile mnie to kosztowało stresu, przepłakanych godzin i bezsilności. I jak bardzo się to odbiło na naszej rodzinie.

Dlatego po pierwsze wybierajcie mądrze. Niech to, co robicie przynosi Wam satysfakcję. Niech daje Wam poczucie tego, że warto i że jesteście doceniani. Nie zbawicie całego świata, a świat na Was nie poczeka. Czas się nie zatrzyma, a każdy dzień może być niezwykły. Spróbujcie 🙂

Czy można oszukać czas?

Myślę sobie, że ludzie nie potrafią poukładać problemów. Ich wagi, znaczenia itd. Jestem na tym etapie, że widzę różnicę. To nie jest kwestia dojrzałości, tylko kwestia życiowego doświadczenia, które mnie ukształtowało. Staram się dziś na nowo uczyć, jak zarządzać czasem, bo bardzo mi się skurczył. Mama po brachyterapii, ojciec świeżo po endoprotezie biodra. Do tego trywialnie… syn z zapaleniem krtani i ja… z gorączką. Trochę tego dużo, ale to nie znaczy, że mam sobie nie radzić. Jasne, są przebłyski, że wejdę pod kołdrę z paczką chipsów i nie wyjdę przez następny rok. Dajcie mi tylko kota – niech grzeje! Ale to nie rozwiąże moich problemów.

Jednak nie mogę nie zauważyć tego, że tak naprawdę problemy, o których myślałam kilka lat temu, iż są poważne, to błahostki. Źle nastawione pranie, kupiony przeterminowany jogurt, uschnięty kwiatek (świeć Panie nad jego bluszczową duszą) – zdarza się. Już się tym nie przejmuję. Liczą się zdrowie, miłość, spokój i realizacja pewnych życiowych założeń. Tak, ja wiem, że wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku. Po prostu nie zdzierżę kolejnego problemu z kategorii Pamiętnika nastolatki. Wyciszam telefon. Wyłączam chat na Facebooku. Jeżeli ty nie ogarniesz podstawowych rzeczy, to świat ich nie poda na tacy. Niestety. I lepiej się o tym przekonać w czasach pokoju, a nie chaosu.

Myślałam, że sobie po tym wszystkim, co mnie spotkało w ostatnich miesiącach, nie poradzę. Był moment, że nie wiedziałam, jak mam się rozedrzeć na pół. Ale się dało. Mało tego, mogę rozwijać się zawodowo, ale o tym napiszę kiedy indziej. Motywuje mnie to, że oto mam kolejny dzień. Oto w tym dniu mogę zrobić wiele ciekawych rzeczy. Ale do tego trzeba faktycznie oddzielić się od toksycznych osób. Oddzielić się od osób, które podnoszą na ciebie głos lub kłócą się w twojej obecności; które jedynie się nad sobą użalają (za wyjątkiem faktycznie ciężko chorych ludzi, ale Ci z reguły mają siłę godną pozazdroszczenia). Czasem tylko drażni mnie marnowanie własnego potencjału przez poniekąd dobrych ludzi. Marazm.

Nie jestem żadnym bohaterem. Są tysiące osób, które walczą z depresją, nerwicą itp. Są też zupełnie zdrowe osoby, które przesypiają każdy kolejny dzień. A ja już nie mam czasu. Tak to czuję. Nie mam czasu na to, aby go marnować.

Nowy rok czas zacząć…

Nie ukrywam, że nie zamierzałam nowego roku zaczynać z takim przytupem. Chciałam się spokojnie wtoczyć… jak przez te wszystkie lata. Stało się jednak inaczej.

Po pierwsze, wiele osób pyta mnie o sprawy zawodowe, więc na razie przemilczę kwestię mojej pracy w poprzedniej firmie. Uważam, że podstawą wzajemnych relacji jest szacunek i dążenie do tego, aby także rozstać się na partnerskim poziomie. Dlatego tutaj więcej nie napiszę, ale mogę potwierdzić, że dalej z nimi już nie współpracuję.

Każdy ma prawo do własnej drogi zawodowej i wbrew pozorom cieszę się, że życie kolejny raz dało mi carte blanche. Reasumując, po kilku rozmowach z różnymi osobami, wyszło mi to na dobre.

Po drugie, tak naprawdę zdarzenia z ostatnich dni, stanowiły tylko tło do tego, co się działo. W Nowy Rok mój ojciec uległ nieszczęśliwemu wypadkowi, w następstwie którego złamał szyjkę kości udowej. Niezbędna była operacja wszczepienia endoprotezy. Oczywiście, jak niektórzy czytelnicy pamiętają, do tego dochodzą problemy zdrowotne mojej mamy, która przebyła brachyterapię oka. Podsumowując, obecnie mam pacjenta onkologicznego w domu i pacjenta ortopedycznego w szpitalu.

Stałam się mistrzynią przekuwania porażek w sukcesy. Nigdy bym nie pomyślała, że będę aż tak celebrować te dni, ale jednak. Do perfekcji opanowałam organizację czasu i podział obowiązków między siebie i męża. Mój mąż jest największą moją opoką, typowym męskim ramieniem. Nie mogłam sobie lepiej wymarzyć. Nie ma co ukrywać, że takie wsparcie jest bardzo potrzebne.

Do tego okazało się, że nie zawiodły moje wspaniałe przyjaciółki, których nie muszę wymieniać, bo wiedzą, że są. I nieważne, że daleko… SMSy, telefony itp. utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie dadzą mi utonąć.

Syn wypowiada 200 słów na minutę. Sześcioletni karabin maszynowy. Ma pozwolenie na tableta w łóżku, wylewanie wody podczas kąpieli i guzdranie się rano. I tak dam radę, a ile we mnie spokoju.

2016-1

Zaczynam porządkować swój świat. Kupiłam kalendarz. A nie po to go kupiłam, aby teraz sobie nie poradzić, prawda?

Jest taka kocia sprawa :)

Czasami pewnie kupujcie swoim pupilom jedzenie przez internet. Czy można zrobić przy okazji coś dobrego? Jak najbardziej tak! Można kupić jedzenie, klikając przez baner Zooplusa na tej stronie: zamoimidrzwiami.blogspot.com

Baner znajduje się  w prawym górny rogu. Dzięki temu pomagamy podopiecznym Małgosi w jej domu tymczasowym. Zebrane środki przeznaczane są na leczenie, żwirek itp. 🙂

Zbieram się powoli także, do napisania o wszystkich świątecznych przesyłkach, które do nas spływają. To już niebawem. 🙂

Dni Wina w Środzie Śląskiej

Zabłąkał mi się szkic wpisu, więc akurat opublikuję w ten chłodny, grudniowy wieczór.

Polska pod względem turystycznym jest krajem bardzo ciekawym. Tyle można zobaczyć, zwiedzić, poznać. Mimo to wiele razy słyszałam, że „nie, ja nie spędzam urlopu w Polsce, bo…”. I tutaj padała litania, gdzie kluczowym problemem były „nie te warunki”, „nie ta obsługa” itp.

Czy jest aż tak źle? Raczej nie można dogodzić komuś, kto Polski zwiedzać nie chce. Bo baza turystyczna się rozrasta – raz jest lepiej, raz gorzej, ale to kwestia poszukania odpowiednich warunków, poczytania, aby uniknąć rozczarowania. Wiele razy było tak, że coś mi się również nie podobało, ale wtedy można wybrać inne miejsce. Uważam, że w życiu trzeba wszystkiego spróbować – od komfortowego SPA po lokalny festyn. Przy czym może okazać się, że ciekawe miejsca są na wyciągnięcie ręki…

We wrześniu byliśmy na Dniach Wina w Środzie Śląskiej. Cała impreza toczy się w centrum miasteczka. Rynek na dwa dni zostaje odcięty dla zmotoryzowanych (impreza odbywała się dokładnie w dniach 12-13 września).

sroda1

My pojawiliśmy się w niedzielę, akurat w momencie, kiedy rozpoczął się koncert Średzkiej Orkiestry Dętej.

sroda2

Bardzo mnie cieszy, że nadal można posłuchać takich orkiestr, bo jest ich obecnie coraz mniej. Dawniej wiele miejscowości miało swoje zespoły, często działające przy zakładach pracy. Dziś niestety to rzadkość. Dla ciekawych, Średzkiej Orkiestry Dętej można posłuchać w internecie:

Zaraz po wysłuchaniu kilku utworów poszliśmy buszować po licznych straganach – wbrew pozorom nie tylko z winem. Z jednej strony miody, chleby, sery, wędliny. Z drugiej wszelakie rękodzieło. Tutaj muszę przyznać, że bardziej odpowiadają mi jednak lokalne produkty z rejonu rodzinnych Pałuk, ale co kraj to obyczaj, więc trzeba próbować, a nie narzekać.

sroda3

sroda4

sroda5

Dla dzieci przygotowano także liczne atrakcje, więc syn był bardzo szczęśliwy. Od malowania twarzy po rzucanie… nożem.

sr2sr3Niektórzy rycerze byli zmęczeni 😉

sr1

Jak patrzę na te zdjęcia, to aż nie wierzę, że co dopiero było tak ciepło, a już nadchodzi zima. 🙂

Dużo dobrej energii

Błogosławieni ci, którzy nie rozumieją – jak mawia moja przyjaciółka Ania. Myślę, że to miło, kiedy ktoś próbuje pomóc osobie w depresji, chociaż ważne jest, aby nie działać stereotypowo. Słynne „weź się w garść” jest urocze, ale w niczym nie pomoże osobie chorej. Chyba, że mamy do czynienia z lenistwem, a to także się zdarza. Trzeba również odróżnić jesienną chandrę od naprawdę poważnych symptomów. Tutaj nie pomoże tylko kubek ciepłej herbaty i tabliczka czekolady. Wiem, o czym piszę z doświadczenia i czuję się zaszczycona, że niektórzy czerpią ode mnie tę energię. Przejście kamienistej drogi pozwala nam na głębsze poznanie siebie i innych ludzi. I dzisiaj uważam, że warto z tego czerpać. Uczyć się dobrych rzeczy.

2015-11-30-1

To nie jest tak, że żyję już w idealnej symbiozie ze światem. Że czasami się nie miotam albo nie boję. Że nagle zaczęłam sypiać regularnie i jadać zdrowe posiłki. Staram się jednak tak układać dzień, aby czerpać z niego to, co dobre. Dla przykładu, świetną sprawą jest zabranie mojego blisko siedemdziesięcioletniego ojca rano w samochód i pojechanie na wspólne zakupy. To żaden obowiązek tylko przyjemność. Bo tato jest i mogę z nim pogadać. Bo w końcu mam prawo jazdy, własny samochód (dzięki mężowi) i mogę wywołać uśmiech na twarzy.

2015-11-30-2

I obok mnie stoją także wyjątkowi ludzie, na których mogę liczyć i z którymi prowadzę często ożywione dyskusje. To wzbogaca, bo warto być dla siebie dobrym, chociaż to bardzo trudne.

P.S. Listopadowe noce nie są takie brzydkie, bo po deszczu wszystko pięknie się odbija. Tutaj niżej przystanek przy wrocławskim Stadionie.
2015-11-30-3

Koty i dzieci

W pierwszym kwartale 2013 roku przeżyliśmy podwójną kocią tragedię. Najpierw po 7 latach u nas i ponad 12 latach życia odeszła przygarnięta Fela. Piękna rodowodowa brytyjska kotka. Zabił ją nowotwór krwi w bardzo krótkim czasie. Zdecydowaliśmy się wówczas na zakup kotka z hodowli Cats Paradise pod Łodzią (hodowla zrzeszona, nie pseudo, nadal sprzedają koty), a podyktowane to było tym, że maluch był podobnie ubarwiony do naszej zmarłej kotki. Popełniłam wówczas błąd, bo mimo iż nie wszystko pasowało mi na miejscu u hodowcy (m.in. nie dostałam żadnej umowy, kot nie miał wszystkich szczepień) to zdecydowałam się na zakup kocięcia, które od początku było osowiałe. Myślałam, że jest po prostu zestresowane. Kierowały mną emocje po odejściu Feli. Niestety, po niecałym tygodniu kotek odszedł na wysiękową formę FIP. Weterynarz potwierdził, że od początku nie był w dobrym stanie: miał m.in. zaostrzony szmer oskrzelowy. Tylko dzięki determinacji kilku wspaniałych hodowczyń, udało mi się odzyskać pieniądze z zakupu. Hodowla olała mnie całkowicie, a wręcz obarczała winą za sytuację. Związek umył ręce, o bezczelnej korespondencji z ówczesnym prezesem nie wspomnę. Weterynarz sam powiedział, że czegoś takiego nie widział i bardzo nam współczuł.

Musiały minąć ponad dwa lata, abym mogła o tym napisać na blogu.

Na zdjęciu poniżej Fela na dwa miesiące przed śmiercią:

2015-11-20-3Poniżej zdjęcie malucha i dokumentacja leczenia U-volvo:

2015-11-20-10

SKANPo tym wszystkim stwierdziłam, że żadnych więcej zwierząt. A już na pewno nie kotów. Nigdy. Aż mój mąż pewnego dnia pojechał z synem do schroniska dla zwierząt we Wrocławiu. Zadzwonili do mnie, że są w drodze i jeśli chcę, to mogą mnie zabrać. Podstępem! Ale dobrze, zgodziłam się.

Oglądaliśmy kolejne koty — małe, duże, trochę dzikie i całkiem oswojone. Aż Daniel stanął przed jedną z klatek i stwierdził, że w niej mieszka jego kot. Nasz syn miał wtedy niespełna cztery latka. Kot był duży i nie sprawiał wrażenia szczęśliwego. Dodatkowo miał już podobno pięć lat. Ale Daniel się uparł — ten albo żaden.

2015-11-20-1

2015-11-20-2Poszliśmy wypełnić ankietę adopcyjną, a mąż walczył, aby wsadzić kotkę do transporterka. Nie obyło się bez ran. Całą powrotną drogę kotka darła się wniebogłosy. Pomyślałam, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. I tak trafiła do nas Julka. „Numer obozowy” 192/13. W schronisku ocenili ją na 5-6 lat, ale w rzeczywistości okazała się młodsza. W domu weszła za szafkę i stamtąd obserwowała nasze kroki. Po kilku godzinach wyszła do jedzenia, a potem zaczęła się nieśmiało ocierać. Pierwsze lody zostały przełamane.

Tutaj w 2013 roku, dzień po przyjeździe ze schroniska:
2015-11-20-4Stoczyliśmy małą batalię, aby pozbyć się świerzba usznego, poza tym bardzo łysiała na tylnych łapach. Po szeregu badań okazało się, że wymaga odpowiedniej bezzbożowej karmy. Od tego czasu wypiękniała i jest naszym największym przyjacielem.

Tutaj po dwóch miesiącach u nas:
2015-11-20-5Po pół roku Julka wyglądała tak:
2015-11-20-6Adopcja kota nie jest nigdy prosta. Nasz syn cierpi na przewlekłe zapalenia krtani. Kończą się one z reguły podaniem zastrzyku ze sterydu i inhalacjami. Jest też uczulony na kurz oraz roztocza, przyjmuje leki. W domu kot był od zawsze. Nigdy nasza pediatra nie kazała kota oddać, wręcz przeciwnie, mówiła, że więź dziecka ze zwierzęciem pozwala mu na prawidłowe wyzwalanie emocji. Wycisza i uspokaja. Aby móc koegzystować w jednym mieszkaniu z kotem, należy zadbać o regularne wietrzenie, trzepanie pościeli, koców, dywanów.

Julka bardzo lubi bawić się z Danielkiem, nigdy nie podniosła na niego nawet pazura, ale on także wie, że kot nie jest zabawką. Do dobrych relacji na linii kot-dziecko trzeba cierpliwości i tłumaczenia od najmłodszych lat. To pozwala zbudować prawdziwą więź ze zwierzęciem.
Od wspólnego oglądania bajek…

2015-11-20-7… przez „granie” w planszówki…

2015-11-20-8
… po nocne przytulanie (co akurat zdarza się najczęściej, kiedy Danielek choruje. Julka bezbłędnie wyłapuje wszelką gorączkę czy złe samopoczucie. To nasz koci terapeuta).

2015-11-20-9Koszt adopcji kota ze schroniska we Wrocławiu wynosi 15 zł. Tyle kosztuje wierny przyjaciel na całe życie. Dom bez zwierząt jest pustym domem.

Julka w 2015 r.:

2015-11-20-11

Karmienie się innymi

Najprostsze jest dla ludzi to, co mogą łatwo zmierzyć. Tak jak na przykład gorączkę. Termometr pokaże ile. Złamana ręka? Mamy RTG. Wszystko mierzalne. Tylko wewnętrzne cierpienie mierzalne nie jest. Samotność wśród ludzi. Ale czy ona się liczy?

Depresja jest chorobą śmiertelną, a jednocześnie stygmatyzującą. Nie łudzę się – po tamtym wpisie odezwało się do mnie sporo fajnych i mądrych osób, ale także garstka zrobiła sobie zabawę. Osobiście się tym nie przejmuję, bardziej zadziwia mnie, jak wykształceni ludzie mogą za plecami robić docinki? Jak bardzo życie innych, a raczej cudze potknięcia, stanowią dla nich pożywkę dnia codziennego?
Taki mądry wywiad z prof. Krupką-Matuszczyk do przeczytania: tu.

Jest mi bardzo miło, że rośnie grono moich czytelników, co widzę po statystykach. Na pewno nie będzie tylko o depresji i tylko o smutku. Wręcz przeciwnie. Będzie krok po kroku o odkrywaniu życia, nawet jeśli zaczynam na nowo po trzydziestce. 🙂 Ja w końcu ciągle jestem w drodze…

2015-11-12-1