Naprzeciw mojego domu rośnie wielki, stary dąb – jego liście są koloru ciemnej pomarańczy, co uroczo kontrastuje z kruczoczarnym pniem. Owo drzewo rośnie nad niewielkim stawem, nad którym rano unosi delikatna mgiełka.

Brunatne o tej porze trzciny kołyszą się delikatnie na wietrze, jak gdyby płaczki pochylały swoje głowy nad czyimś grobem… spokojnie i posępnie. Jadąc do szkoły, a jadę do niej przeszło godzinę, oglądam całe to piękno jesiennych lasków i pól.

Lato przeminęło tak szybko, upłynęło na włóczędze polami i bezdrożami. Lubię tę swoją ciszę oraz samotność, kiedy na chwilę jestem tylko ja i przestrzeń. Jeszcze we wrześniu siedziałam na starym pniu drzewa, który leży niedaleko pewnego lasku, a już dni stają się coraz chłodniejsze.

[To mój pierwszy post, jaki ukazał się w blogosferze. Dodany oczywiście na innej, nieistniejącej już praktycznie platformie blogowej. Od tego niego wszystko się zaczęło]

Reklamy