Podsumowanie roku powinno być optymistyczne i mimo wielu złych chwil, postaram się, aby takie było. Będzie też krótkie, bo nie ma sensu wracać do tego, co było. Cieszę się, że ten rok już się kończy.

Najważniejsza sprawa 2014 roku?
To na pewno operacja mamy. A teraz pozostaje już tylko wiara, że jak najdłużej będzie dobrze. To nauczyło mnie nie marnowania żadnego dnia, chociaż nie jest to proste. Tyle razy wygodniej byłoby po prostu zostać w łóżku, zaparzyć sobie herbaty i liczyć płynące minuty. Tak jednak nie wolno.

Największy osobisty sukces tego roku?
Zdanie egzaminu na prawo jazdy za pierwszym razem. Ponieważ zdawałam tuż przed Dniem Wszystkich Świętych, można uznać, że to taki miły promyk słońca po bardzo ciężkim roku.

Najciekawsze wydarzenie?
Było ich kilka… ale najważniejsze jest dla mnie nawiązanie kilku wartościowych przyjaźni, czy może przekształcenie znajomości w przyjaźń. Poza tym czuję się otoczona opieką przez pewną grupę blogerek  (i nie tylko)  i jest to bardzo, bardzo miłe. I oczywiście październikowy zlot Olympusclubu, gdzie miałam okazję spotkać ludzi, których lubię i cenię.

Najtrudniejsze chwile?
Odejście kuzyna Darka i progresja choroby mojej mamy. Nadal nie umiem o tym pisać.

I to tyle. Cieszę się, że ten rok się kończy. Może to tylko takie „oszukiwanie siebie”, że coś się zmieni… A może nie? Postanowień noworocznych brak – pisałam już, że teraz nic nie planuję.

Życzę Wam wszystkiego dobrego na Nowy Rok! Przede wszystkim zdrowia dla Was i Waszych najbliższych, bo jak jest zdrowie, to resztę własnej rzeczywistości można zmieniać. I oczywiście życzę również szampańskiej zabawy w Sylwestra. Ja spędzę dzisiejszy wieczór tradycyjnie w domu, a mąż (również tradycyjnie) w pracy. Cóż, ktoś musi pracować, aby ktoś innym mógł się bawić. 🙂

Reklamy