Mamy rok 1945. W Niemczech wyzwalane są nazistowskie obozy pracy. W jednym z nich przebywa mój dziadek Tadeusz ze swoim młodszym bratem Józefem. Józef po wojnie chce jechać do Australii, Tadeusz wracać do Polski. Obiecują sobie, że szybko się spotkają. Jednak po kilku listach kontakt nagle się urywa. Dziadek zaczyna szukać swojego brata przez Czerwony Krzyż i inne organizacje. Otrzymuje wiadomość, że jego brat zginął pracując na kolei w Melbourne. Jednak brak jest jakichkolwiek dokumentów potwierdzających czy tak się stało.

Dziadek nie wierzy. Nadal szuka, ale bez powodzenia. Do końca życia ma nadzieję, że brat się odnajdzie. Wie, że mają nieprawdopodobne szczęście  – wojnę przeżyła cała rodzina. Tadeusz umiera w 1990 roku, nie wiedząc co się stało z ukochanym bratem.

Mija 70 lat. Pod moim postem o wujku Albinie (jednym z braci dziadka) wpisuje się ktoś, kto przedstawia się jako syn Józefa – Tadeusz. Akurat przebywa w Polsce i szuka rodziny. Wie tylko, że miał wujka Albina i na tym trop się urywa. Nie zna polskiego, a jego ojciec nie żyje od kilku lat. Wie, że ma polskie korzenie, ale żyje w świadomości, że rodzina ojca (prócz Albina) nie przeżyła wojny. Bo przecież Józef musiał próbować się kontaktować, ale gdzie trafiały listy?

Minęło 70 lat od rozdzielenia naszej rodziny! Dzisiaj udało się nam spotkać. To niesamowity przypadek, że akurat Tadeusz z żoną przyjechał do Polski i wygooglował mój wpis. W zasadzie brak jest słów… zdjęcia, historie, ale przede wszystkim wspaniały człowiek, który odzyskał tożsamość. Odzyskał rodzinę. Moja mama ma nagle kuzyna i wie, że jej wujek dożył starości, a nie zginął w wypadku.

Wiele rzeczy pozostanie na zawsze tajemnicą. Ale też wiele tajemnic zostało dzisiaj rozwiązanych. Cieszę się, że miałam w tym swój wkład i mam nadzieję, że ta historia pozwoli odnaleźć nadzieję tym, którzy ją stracili. Nie ma rzeczy niemożliwych, gdy scenariusze pisze życie.

Poniżej moja mama z kuzynem.

kuzynostwo

Reklamy