I oto nadszedł ostatni dzień października. Z tej okazji urządziliśmy niewielkie przyjęcie. Pomyślałam, że trochę zabawy nie zaszkodzi.  Wystarczy, że na dworze jest ponuro i zewsząd wdziera się mgła.

Lampiony z dyni były znane już w czasach dzieciństwa mojej mamy, czyli w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Trudno zgodzić się więc z argumentem, że przywędrowały do nas w ostatnich latach. Mama sama wycinała w dyniach mordy, do środka wstawiała świeczkę i ukończone dzieła stawiała na werandzie domu.
Samo Halloween jest nam kulturowo obce i podkreśla się często, że na ziemiach polskich obchodzono Dziady. Podczas tej niezwykłej nocy wędrujące dusze należało ugościć (podobno najlepiej kaszą z miodem), a rozpalany ogień miał oświetlać im drogę. Łącząc te dwie tradycje przygotowaliśmy słodkie przyjęcie z odrobiną dyniowego szaleństwa:

2015-10-31-12015-10-31-2Tymczasem listopad już się zdążył rozpanoszyć. Wystarczyło mu to, że za długo trwała piękna złota jesień. Przyszedł, rozsiadł się wygodnie i proszę… oto jak dzisiaj wyglądał wieczorny spacer:

2015-10-31-5 2015-10-31-42015-10-31-3Prawie jak w innym świecie. Innym wymiarze.

Reklamy