W pierwszym kwartale 2013 roku przeżyliśmy podwójną kocią tragedię. Najpierw po 7 latach u nas i ponad 12 latach życia odeszła przygarnięta Fela. Piękna rodowodowa brytyjska kotka. Zabił ją nowotwór krwi w bardzo krótkim czasie. Zdecydowaliśmy się wówczas na zakup kotka z hodowli Cats Paradise pod Łodzią (hodowla zrzeszona, nie pseudo, nadal sprzedają koty), a podyktowane to było tym, że maluch był podobnie ubarwiony do naszej zmarłej kotki. Popełniłam wówczas błąd, bo mimo iż nie wszystko pasowało mi na miejscu u hodowcy (m.in. nie dostałam żadnej umowy, kot nie miał wszystkich szczepień) to zdecydowałam się na zakup kocięcia, które od początku było osowiałe. Myślałam, że jest po prostu zestresowane. Kierowały mną emocje po odejściu Feli. Niestety, po niecałym tygodniu kotek odszedł na wysiękową formę FIP. Weterynarz potwierdził, że od początku nie był w dobrym stanie: miał m.in. zaostrzony szmer oskrzelowy. Tylko dzięki determinacji kilku wspaniałych hodowczyń, udało mi się odzyskać pieniądze z zakupu. Hodowla olała mnie całkowicie, a wręcz obarczała winą za sytuację. Związek umył ręce, o bezczelnej korespondencji z ówczesnym prezesem nie wspomnę. Weterynarz sam powiedział, że czegoś takiego nie widział i bardzo nam współczuł.

Musiały minąć ponad dwa lata, abym mogła o tym napisać na blogu.

Na zdjęciu poniżej Fela na dwa miesiące przed śmiercią:

2015-11-20-3Poniżej zdjęcie malucha i dokumentacja leczenia U-volvo:

2015-11-20-10

SKANPo tym wszystkim stwierdziłam, że żadnych więcej zwierząt. A już na pewno nie kotów. Nigdy. Aż mój mąż pewnego dnia pojechał z synem do schroniska dla zwierząt we Wrocławiu. Zadzwonili do mnie, że są w drodze i jeśli chcę, to mogą mnie zabrać. Podstępem! Ale dobrze, zgodziłam się.

Oglądaliśmy kolejne koty — małe, duże, trochę dzikie i całkiem oswojone. Aż Daniel stanął przed jedną z klatek i stwierdził, że w niej mieszka jego kot. Nasz syn miał wtedy niespełna cztery latka. Kot był duży i nie sprawiał wrażenia szczęśliwego. Dodatkowo miał już podobno pięć lat. Ale Daniel się uparł — ten albo żaden.

2015-11-20-1

2015-11-20-2Poszliśmy wypełnić ankietę adopcyjną, a mąż walczył, aby wsadzić kotkę do transporterka. Nie obyło się bez ran. Całą powrotną drogę kotka darła się wniebogłosy. Pomyślałam, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. I tak trafiła do nas Julka. „Numer obozowy” 192/13. W schronisku ocenili ją na 5-6 lat, ale w rzeczywistości okazała się młodsza. W domu weszła za szafkę i stamtąd obserwowała nasze kroki. Po kilku godzinach wyszła do jedzenia, a potem zaczęła się nieśmiało ocierać. Pierwsze lody zostały przełamane.

Tutaj w 2013 roku, dzień po przyjeździe ze schroniska:
2015-11-20-4Stoczyliśmy małą batalię, aby pozbyć się świerzba usznego, poza tym bardzo łysiała na tylnych łapach. Po szeregu badań okazało się, że wymaga odpowiedniej bezzbożowej karmy. Od tego czasu wypiękniała i jest naszym największym przyjacielem.

Tutaj po dwóch miesiącach u nas:
2015-11-20-5Po pół roku Julka wyglądała tak:
2015-11-20-6Adopcja kota nie jest nigdy prosta. Nasz syn cierpi na przewlekłe zapalenia krtani. Kończą się one z reguły podaniem zastrzyku ze sterydu i inhalacjami. Jest też uczulony na kurz oraz roztocza, przyjmuje leki. W domu kot był od zawsze. Nigdy nasza pediatra nie kazała kota oddać, wręcz przeciwnie, mówiła, że więź dziecka ze zwierzęciem pozwala mu na prawidłowe wyzwalanie emocji. Wycisza i uspokaja. Aby móc koegzystować w jednym mieszkaniu z kotem, należy zadbać o regularne wietrzenie, trzepanie pościeli, koców, dywanów.

Julka bardzo lubi bawić się z Danielkiem, nigdy nie podniosła na niego nawet pazura, ale on także wie, że kot nie jest zabawką. Do dobrych relacji na linii kot-dziecko trzeba cierpliwości i tłumaczenia od najmłodszych lat. To pozwala zbudować prawdziwą więź ze zwierzęciem.
Od wspólnego oglądania bajek…

2015-11-20-7… przez „granie” w planszówki…

2015-11-20-8
… po nocne przytulanie (co akurat zdarza się najczęściej, kiedy Danielek choruje. Julka bezbłędnie wyłapuje wszelką gorączkę czy złe samopoczucie. To nasz koci terapeuta).

2015-11-20-9Koszt adopcji kota ze schroniska we Wrocławiu wynosi 15 zł. Tyle kosztuje wierny przyjaciel na całe życie. Dom bez zwierząt jest pustym domem.

Julka w 2015 r.:

2015-11-20-11

Reklamy